Allegro ma moc! Nie tak dawno zaopatrzyłam się w zegarek, teraz postanowiłam doposażyć się w trochę biżuterii. Nie ukrywam, że nie chciałam zapłacić za to bardzo dużo, i tam biżuterię noszę dość rzadko, więc jest to element mojego stroju który niszczy i zużywa się najmniej. Szukałam czegoś co będę mogła założyć do pracy, ale też czegoś z "jajem". Ale bez zbędnego przedłużania - oto moje zdobycze.
Po pierwsze - wąsiaty zestaw: łańcuszek, kolczyki i pierścionek. Nie noszę tego jako komplet, byłoby moim zdaniem zbyt dużo grzybków w barszczu. Ale wzór wąsów jest modny od dłuższego czasu, a mnie osobiście urzekł, więc zdecydowałam się na wszystkie powyższe elementy. Noszę je na codzień, czasem zdarza mi się je założyć do pracy (np. w piątki, kiedy atmosfera w pracy jest juz luźniejsza i bardziej weekendowa). Mogę je ze spokojem zakładać na uczelnię, no i standardowo - w dni wolne od pracy. Pasują do większości moich strojów, bo mało mam ciuchów we wzorki, więc się nie "gryzą". Łańcuszek z wąsami jest dłuższy - sięga mniej więcej linii biustu.
Każdy element to koszt 3-7 zł, więc naprawdę niewiele. Pierścionek sprawiał trochę problemów przy mrozach, gdy musiałam nosić rękawiczki, dlatego na ten czas zrezygnowałam z klasycznych 5-ciopalczastych i zakładałam te z 1 palcem :)
Kolczyki nie rzucają się już tak bardzo w oczy. Są po prostu zabawną ozdobą stroju :)
Teraz coś nieco bardziej poważnego, a już na pewno nadającego się na każdą okazję - czy to do pracy, czy do szkoły, czy na co dzień. Kolczyki w kształcie kulek po prostu mnie urzekły. Najbardziej podoba mi się, że nie są to klasyczke kulki, a przypominają bardziej kłębek złotej nici. Proste ale jakie piękne!
Jak widzicie, kolczyki są dość sporych rozmiarów, dlatego ja do nich noszę już tylko zegarek, nie zakładam więcej biżuterii. Myślę, że spokojnie ozdobią każdy strój, czy to codzienny, czy na większe wyjście. Koszt - ok 4-5 zł.
Kolejny zabawny element bużuterii to czane okularki, typu kujonki. Do gładkiej bluzki sa idealne! Świetne do stylizacji weekendowych, raczej nie do pracy, no chyba, że nie macie sztywnych reguł ubioru w firmie. Okularki są na dłuższym łańcuszku, sięgającym mniej więcej linii biustu.
Jak widzicie, okularki nie są zbyt dużych rozmiarów, na pewno jednak stanowią widoczny element naszej stylizacji. Ja nie należę do osób, które noszą się "biurowo" przez cały tydzień, niezależnie czy to dzień pracujący czy nie. Weekendy to dla mnie oznaka strojów luźnych, wygodnych i do takich stylizacji okularki pasują znakomicie! Koszt ok. 5zł.
Ostatni element mojej biżuterii to krótszy od poprzednich pozłacany łańcuszek z artystyczną zawieszką "LOVE". Nie jest to juży naszyjnik, wbrew pozodom jest dość skromny i świetnie pasuje do stylizacji do pracy. Szerokość zawieszki to ok 2,5 cm. Mnie podoba się dodatek perełki i mała złota kuleczka pod "e" - dzięki nim moim zdaniem cały naszyknik nabiera charakteru i nie jest nudny.
A na koniec coś dla śmiechu - mój pomocnik i fotograf w jednym znalazł nowe zastosowanie dla wąsiastego naszyjnika i okularków ;) Kto wie, może wyznaczy nowe trendy.. ;)
Pozdrawiam Was kolorowo!
Gosia :)
czwartek, 7 marca 2013
wtorek, 19 lutego 2013
Pielęgnacja nocna - update
Kilka dni temu pisalam Wam o mojej wieczornej metodzie mycia twarzy ściereczką muślinową i własną mieszanką olejów (rano myje buzię żelem AAz serii Wrażliwa Natura - tak jest po prostu szybciej :) ). Wspominałam też, że po myciu z użyciem olejów moja skóra nie domaga się nawilżenia tak szybko jak po wszelkiego rodzaju kosmetykach myjących. No ale nie oznacza to przecież, że nic na nią nie nakładam :)
Jako, że ostatnimi czasy w tym temacie też się u mnie nieco pozmieniało, chciałabym Wam dziś po krótce przybliżyć co stosuję i co sprawdza się u mnie od dłuższego czasu.
Zastanawiacie się co tu robi kwas hialuronowy? Przecież mnie zapychał... Owszem :) Ale zapychał mnie wtedy, gdy mieszałam go z kremami. Gdy dodaję go tylko do olejków, działa świetnie. A w połączeniu ze skwalanem z oliwek tworzy niesamowity tandem! Mieszam odrobinę skwalanu z odrobiną żelu w zakłębieniu dłoni i nakładam na twarz. W moim przypadku proporcje są takie, że daję nieco więcej olejku, ponieważ mamy zimę i mimo, że moja skóra z natury jest tłusta, tej zimy mocno się przesuszyła. Poczytałam co nieco o skwalanie i dowiedziałam się, że ma niesamowite właściwości nawilżające. Polecany jest również atopowcom i alergikom. Skwalan stanowi też składnik naszego sebum, a więc jest jednym z elementów naturalnej ochronnej warstwy lipidowej skóry. Na stronie Biochemii wyczytałam też, że jest to dość ekskluzywny składnik, głównie stosowany w kosmetykach japońskich. Skwalan zapewnia nie tylko ochronę naszej skórze ale też jej miękkość i elastyczność. Lest bardzo lekkim olejkiem, dlatego może być stosowany przez osoby o tłustej skórze. Dodatkowo jest antyoksydantem i pomaga zwalczać wolne rodniki, dzięki czemu zapobiega przedwczesnemu starzeniu się naszej skóry, co ma znaczenie dla osób po 25. roku życia (czeka mnie to nieuchronnie już pojutrze!)
Kwas hialuronowy jest jak wiecie doskonałym nawilżaczem. A więc mój tandem chroni i mocno nawilża moją skórę :)
Dodatkowym kosmetykiem, który regularnie stosuje od miesiąca jest krem pod oczy i na powieki z Avon. Żółta żelowa galaretka wędruje na powieki aż po łuk brwiowy i zapewnia skórze elastyczność. Kremowa biała część jest nakładana pod oczy. Ma za zadanie niwelować powstawanie zmarszczek, spłycać istniejące, odżywiać skórę. Jak na razie sprawdza się super. Przede wszystkim mnie nie uczula, nie przesusza, nie łzawią mi oczy i po miesięcznej kuracji zaczynam widzieć pierwsze efekty. Skóra jest bardziej napięta, oczy wydają się bardziej wypoczęte.
Ten przyjaciel pojawia się w mojej pielęgnacji nocnej od czasu do czasu, ale jest to facet do zadań specjalnych :) Z jednej strony staram się zapewnić skórze prewencję przeciwstarzeniową, z drugiej jednak wciąż czasami zmagam się z typowo młodzieńczymi dolegliwościami. Kiedy tylko pojawi mi się jakiś wyprysk i się go pozbędę, smaruję to miejsce na noc olejkiem tamanu. Nie ma on pięknego zapachu, pachnie dość specyficznie, ale za to świetnie działa na wszelkie zaczerwienienia, blizny, pozostałości po wypryskach. Z małymi wypryskami też daje sobie radę :)
Jakieś zmiany w Waszej pielęgnacji?
Pozdrawiam kolorowo!
Gosia :)
Jako, że ostatnimi czasy w tym temacie też się u mnie nieco pozmieniało, chciałabym Wam dziś po krótce przybliżyć co stosuję i co sprawdza się u mnie od dłuższego czasu.
Zastanawiacie się co tu robi kwas hialuronowy? Przecież mnie zapychał... Owszem :) Ale zapychał mnie wtedy, gdy mieszałam go z kremami. Gdy dodaję go tylko do olejków, działa świetnie. A w połączeniu ze skwalanem z oliwek tworzy niesamowity tandem! Mieszam odrobinę skwalanu z odrobiną żelu w zakłębieniu dłoni i nakładam na twarz. W moim przypadku proporcje są takie, że daję nieco więcej olejku, ponieważ mamy zimę i mimo, że moja skóra z natury jest tłusta, tej zimy mocno się przesuszyła. Poczytałam co nieco o skwalanie i dowiedziałam się, że ma niesamowite właściwości nawilżające. Polecany jest również atopowcom i alergikom. Skwalan stanowi też składnik naszego sebum, a więc jest jednym z elementów naturalnej ochronnej warstwy lipidowej skóry. Na stronie Biochemii wyczytałam też, że jest to dość ekskluzywny składnik, głównie stosowany w kosmetykach japońskich. Skwalan zapewnia nie tylko ochronę naszej skórze ale też jej miękkość i elastyczność. Lest bardzo lekkim olejkiem, dlatego może być stosowany przez osoby o tłustej skórze. Dodatkowo jest antyoksydantem i pomaga zwalczać wolne rodniki, dzięki czemu zapobiega przedwczesnemu starzeniu się naszej skóry, co ma znaczenie dla osób po 25. roku życia (czeka mnie to nieuchronnie już pojutrze!)
Kwas hialuronowy jest jak wiecie doskonałym nawilżaczem. A więc mój tandem chroni i mocno nawilża moją skórę :)
Dodatkowym kosmetykiem, który regularnie stosuje od miesiąca jest krem pod oczy i na powieki z Avon. Żółta żelowa galaretka wędruje na powieki aż po łuk brwiowy i zapewnia skórze elastyczność. Kremowa biała część jest nakładana pod oczy. Ma za zadanie niwelować powstawanie zmarszczek, spłycać istniejące, odżywiać skórę. Jak na razie sprawdza się super. Przede wszystkim mnie nie uczula, nie przesusza, nie łzawią mi oczy i po miesięcznej kuracji zaczynam widzieć pierwsze efekty. Skóra jest bardziej napięta, oczy wydają się bardziej wypoczęte.
Ten przyjaciel pojawia się w mojej pielęgnacji nocnej od czasu do czasu, ale jest to facet do zadań specjalnych :) Z jednej strony staram się zapewnić skórze prewencję przeciwstarzeniową, z drugiej jednak wciąż czasami zmagam się z typowo młodzieńczymi dolegliwościami. Kiedy tylko pojawi mi się jakiś wyprysk i się go pozbędę, smaruję to miejsce na noc olejkiem tamanu. Nie ma on pięknego zapachu, pachnie dość specyficznie, ale za to świetnie działa na wszelkie zaczerwienienia, blizny, pozostałości po wypryskach. Z małymi wypryskami też daje sobie radę :)
Jakieś zmiany w Waszej pielęgnacji?
Pozdrawiam kolorowo!
Gosia :)
niedziela, 17 lutego 2013
Pozmywane
Ostatnimi czasy nastąpiły spore zmiany w mojej wieczornej pielęgnacji twarzy, którymi chciałabym się z Wami podzielić. Nie pisałam o tym nic wcześniej, ponieważ chciałam wszystko dokładnie przetestować. O co chodzi? O ściereczki muślinowe i metodę OCM :)
Ściereczki w które się zaopatrzyłam to Liz Earle. Nie korzystam z kosmetyków tej firmy (choć słyszałam, że są dobre). Zakupiłam je na allegro. Początkowo zamówiłam tylko dwie ściereczki, ale szybko okazało się, że metoda OCM + ściereczka przynoszą u mnie bardzo dobre efekty, więc domówiłam dwie kolejne szmatki :)
Ściereczki sprawdzaja się u mnie znakomicie. Działają jak delikatny peeling, skóra jest po ich użyciu gładka ale nie podrażniona. Zapłaciłam za nie około 14 zł/szt.
Decyzja o dokupieniu ściereczek nie była podyktowana tylko tym, że się sprawdzają, ale też tym, że trzeba je często prać, dlatego posiadanie tylko dwóch szmatek było dosyć uciążliwe. Cztery wystarczą mi w zupełności. Mam je od ponad miesiąca, używam codziennie wieczorem, piorę w pralce co drugi dzień i póki co nic się z nimi nie dzieje. Nie są porozciągane, nie zrobiły mi się dziurki - moim zdaniem rewelacja.
Do spółki ze szmatkami używam mieszanki powyższych olejów. Poczytałam co nieco o metodzie OCM i dowiedziałam się, że olej rycynowy nie powinien przekraczać 10% całej mieszanki, gdyż może przesuszać. To jedyna wytyczna, której się trzymałam, reszta była całkowitą dowolnością. Znaczną większość mieszanki stanowi olej z pestek winogron (ok. 1/3 całości). Resztę uzupełniłam oliwką z Hipp, dzięki czemu mój kosmetyk pięknie pachnie :) Dodałam też odrobinę oleju arganowego. Do następnej mieszanki na pewno dodam też olej sojowy, który świetnie nawilża skórę.
Moja mieszanka do OCM mieszka sobie w butelce po hydrolacie z Biochemii Urody. Taki sposób przechowywania sprawdza się u mnie naprawde świetnie, ponieważ buteleczka ma dozownik, więc nic nie rozlewam. Ponadto jest ciemna, co dobrze robi olejom, gdyż nie dostaje się do nich światło.
Jak myję buzię? Zwilżam ja wodą, następnie wstrząsam buteleczką z olejami, by się wymieszały, wlewam trochę na zagłębienie dłoni i wcieram dokładnie w buzię. Poświęcam na to sporą chwilę, by oleje mogły rozpuścić makijaż. Następnie zmywam wszystko ściereczką, zmoczoną w ciepłej wodzie, aż buzia będzie kompletnie czysta.
Dla mnie ta metoda ma same plusy:
- doskonale zmywa makijaż
- dokładnie oczyszcza
- jest naturalna
- jest niedroga
- nie przesusza mojej skóry (nie robić wyścigów z czasem by nałożyć krem, bo skóra nie domaga się go aż tak szybko)
Jeśli chodzi o oleje, to moim zdaniem należy testować na sobie, bo nie każdy olej sprawdzi się u wszystkich jednakowo. Jedyne czego trzeba pilnować, to by nie przesadzić z olejem rycynowym. Reszta należy do Waszej inwencji :)
Stosowałyście OCM i szmatki u siebie? Jak się sprawdza u Was ta metoda? Może polecacie jakieś oleje? :)
Pozdrawiam Was kolorowo! Udanej niedzieli!
Gosia :)
Ściereczki w które się zaopatrzyłam to Liz Earle. Nie korzystam z kosmetyków tej firmy (choć słyszałam, że są dobre). Zakupiłam je na allegro. Początkowo zamówiłam tylko dwie ściereczki, ale szybko okazało się, że metoda OCM + ściereczka przynoszą u mnie bardzo dobre efekty, więc domówiłam dwie kolejne szmatki :)
Ściereczki sprawdzaja się u mnie znakomicie. Działają jak delikatny peeling, skóra jest po ich użyciu gładka ale nie podrażniona. Zapłaciłam za nie około 14 zł/szt.
Decyzja o dokupieniu ściereczek nie była podyktowana tylko tym, że się sprawdzają, ale też tym, że trzeba je często prać, dlatego posiadanie tylko dwóch szmatek było dosyć uciążliwe. Cztery wystarczą mi w zupełności. Mam je od ponad miesiąca, używam codziennie wieczorem, piorę w pralce co drugi dzień i póki co nic się z nimi nie dzieje. Nie są porozciągane, nie zrobiły mi się dziurki - moim zdaniem rewelacja.
Do spółki ze szmatkami używam mieszanki powyższych olejów. Poczytałam co nieco o metodzie OCM i dowiedziałam się, że olej rycynowy nie powinien przekraczać 10% całej mieszanki, gdyż może przesuszać. To jedyna wytyczna, której się trzymałam, reszta była całkowitą dowolnością. Znaczną większość mieszanki stanowi olej z pestek winogron (ok. 1/3 całości). Resztę uzupełniłam oliwką z Hipp, dzięki czemu mój kosmetyk pięknie pachnie :) Dodałam też odrobinę oleju arganowego. Do następnej mieszanki na pewno dodam też olej sojowy, który świetnie nawilża skórę.
Moja mieszanka do OCM mieszka sobie w butelce po hydrolacie z Biochemii Urody. Taki sposób przechowywania sprawdza się u mnie naprawde świetnie, ponieważ buteleczka ma dozownik, więc nic nie rozlewam. Ponadto jest ciemna, co dobrze robi olejom, gdyż nie dostaje się do nich światło.
Jak myję buzię? Zwilżam ja wodą, następnie wstrząsam buteleczką z olejami, by się wymieszały, wlewam trochę na zagłębienie dłoni i wcieram dokładnie w buzię. Poświęcam na to sporą chwilę, by oleje mogły rozpuścić makijaż. Następnie zmywam wszystko ściereczką, zmoczoną w ciepłej wodzie, aż buzia będzie kompletnie czysta.
Dla mnie ta metoda ma same plusy:
- doskonale zmywa makijaż
- dokładnie oczyszcza
- jest naturalna
- jest niedroga
- nie przesusza mojej skóry (nie robić wyścigów z czasem by nałożyć krem, bo skóra nie domaga się go aż tak szybko)
Jeśli chodzi o oleje, to moim zdaniem należy testować na sobie, bo nie każdy olej sprawdzi się u wszystkich jednakowo. Jedyne czego trzeba pilnować, to by nie przesadzić z olejem rycynowym. Reszta należy do Waszej inwencji :)
Stosowałyście OCM i szmatki u siebie? Jak się sprawdza u Was ta metoda? Może polecacie jakieś oleje? :)
Pozdrawiam Was kolorowo! Udanej niedzieli!
Gosia :)
sobota, 16 lutego 2013
It's weekend!
Nie pamiętam kiedy tak wyczekiwałam weekendu tak jak w tym tygodniu... 17-tej wyczekiwałam tak jak dziecko czeka na świętego Mikołaja :) W końcu upragniona godzina wybiła i rozpoczęło sie błogie lenistwo i czas na przyjemności ;)
Po całym tygdniu przed komputerem, miło jest w końcu oderwać od niego oczy i dorwać się do jakiejś przyjemnej lektury. Wypatrzyłam w kiosku nowy "Twój styl" z Joasią Brodzik na okładce, którą bardzo sobie cenię za to, że nie wyłazi nam z telewizora i magazynów plotkarskich a o jej prywatnym życiu wiemy nie za wiele.
Drugą kobietą, którą podziwiam jest Dorota Wellman, która nijak nie wpisuje się w ogólnie przyjęte kanony kobiecej urody. Ma za to niesamowitą osobowość! :)
A więc ja zanurzam się w fotel i pogrążam się w lekturze, a Wam życzę miłego weekendu! :)
Pozdrawiam kolorowo,
Gosia :)
Po całym tygdniu przed komputerem, miło jest w końcu oderwać od niego oczy i dorwać się do jakiejś przyjemnej lektury. Wypatrzyłam w kiosku nowy "Twój styl" z Joasią Brodzik na okładce, którą bardzo sobie cenię za to, że nie wyłazi nam z telewizora i magazynów plotkarskich a o jej prywatnym życiu wiemy nie za wiele.
Drugą kobietą, którą podziwiam jest Dorota Wellman, która nijak nie wpisuje się w ogólnie przyjęte kanony kobiecej urody. Ma za to niesamowitą osobowość! :)
A więc ja zanurzam się w fotel i pogrążam się w lekturze, a Wam życzę miłego weekendu! :)
Pozdrawiam kolorowo,
Gosia :)
czwartek, 14 lutego 2013
Na czas!
Nie pamiętam kiedy ostatnio nosiłam zegarek... Moim ostatnim czasomierzem był chyba ten, który dostałam na Komunię :) Od dłuższego czasu polowalam na jakiś ładny zegarek, który będzie nie tylko praktyczny (szukanie komórki w torebce, zwłaszcza na mrozie jest nieco wkurzające) ale też będzie elementem biżuterii. Zawsze podobały mi się zegarki Michaela Korsa, ale na chwilę obecną nie jestem w stanie wydać kilkuset złotych ot tak.
Wybór padł na zegarek Gino Rossi. Po pierwsze ma piękną kwadratową kopertę, która od zawsze mi się podobała. Po drugie jest na złotej bransolecie, która sama w sobie jest jak biżuteria. Po trzecie i nie mniej ważne - jest klasyczny, bez udziwnień, różnych małych dodatkowych "odmierzaczy". No i jest wodoodporny :) Oczywiście nie zamierzam z nim pływać, ale przynajmniej mogę spać spokojnie, że nic mu się nie stanie gdy przypadkowo się zamoczy.
Moją szczególną uwagę przykuła bransoleta, ktora wygląda jakby była tkana z cienkiej złotej nici. Jak wiecie, jestem biżuteryjną minimalistką, nie lubię obwieszać się wieloma rzeczami. Lubię biżuterię jako akcent w stroju, nie na odwrót.
Zapięcie jest klasyczne, nie na zatrzask tylko na metalową klamerkę. Dodatkowo sa dwa złote paseczki dzięki którym wystająca bansoleta nie wisi nam smętnie i nie odstaje :)
Poniżej zdjęcia mojego czasoodmierzacza na ręce :)
Zegarek przyszedł do mnie rewelacyjnie zabezpieczony, w metalowym pudełeczku wyścielonym gabką. Na tarczy ani na pasku nie zauważyłam najmniejszych nawet zadrapań! Plus dla sprzedającego :)
Zegarek kupiłam na allegro, za 99zł. Myślę, że jest do bardzo atrakcyjna cena. Dodatkowo na zegarek jest gwarancja. Oczywiście, z kupnem zegarka wiąże się historia :) Okazało się, że właściciel sklepu internetowego na allegro, od którego kupiłam zegarek, okazał się być moim kolegą z dzieciństwa :) Świat jest jednak baaardzo mały, nawet ten internetowy! :)
Pozdrawiam Was kolorowo i walentynkowo!
Gosia :)
Wybór padł na zegarek Gino Rossi. Po pierwsze ma piękną kwadratową kopertę, która od zawsze mi się podobała. Po drugie jest na złotej bransolecie, która sama w sobie jest jak biżuteria. Po trzecie i nie mniej ważne - jest klasyczny, bez udziwnień, różnych małych dodatkowych "odmierzaczy". No i jest wodoodporny :) Oczywiście nie zamierzam z nim pływać, ale przynajmniej mogę spać spokojnie, że nic mu się nie stanie gdy przypadkowo się zamoczy.
Moją szczególną uwagę przykuła bransoleta, ktora wygląda jakby była tkana z cienkiej złotej nici. Jak wiecie, jestem biżuteryjną minimalistką, nie lubię obwieszać się wieloma rzeczami. Lubię biżuterię jako akcent w stroju, nie na odwrót.
Zapięcie jest klasyczne, nie na zatrzask tylko na metalową klamerkę. Dodatkowo sa dwa złote paseczki dzięki którym wystająca bansoleta nie wisi nam smętnie i nie odstaje :)
Poniżej zdjęcia mojego czasoodmierzacza na ręce :)
Zegarek przyszedł do mnie rewelacyjnie zabezpieczony, w metalowym pudełeczku wyścielonym gabką. Na tarczy ani na pasku nie zauważyłam najmniejszych nawet zadrapań! Plus dla sprzedającego :)
Zegarek kupiłam na allegro, za 99zł. Myślę, że jest do bardzo atrakcyjna cena. Dodatkowo na zegarek jest gwarancja. Oczywiście, z kupnem zegarka wiąże się historia :) Okazało się, że właściciel sklepu internetowego na allegro, od którego kupiłam zegarek, okazał się być moim kolegą z dzieciństwa :) Świat jest jednak baaardzo mały, nawet ten internetowy! :)
Pozdrawiam Was kolorowo i walentynkowo!
Gosia :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)